Dawno, dawno temu mieszkała na Warmii wdowa z małą córeczką Kasieńką.
Kasieńka miała długie, złociste włoski i oczka modre jak kwiatuszki lnu. Miała też i złote serduszko, nigdy nie
skrzywdziła żadnego stworzonka. Pomagała swojej matusi jak mogła, bo matusia wychodziła raniutko na zarobek,
a wracała wieczorem. Co wieczór czekała Kasieńka na ławeczce przed chatką na powrót matusi i gdy już robota była
ukończona, matusia siadała do kądzieli i śpiewała, śpiewała stare, bardzo stare pieśni, ale Kasieńka najbardziej
lubiła piosenkę o modrych oczkach. I kiedy matusia śpiewała:
Modre oczka idźcie spać,
Bo musicie rano wstać.
Kasieńce oczka kleiły się, kleiły i usypiała. A raniutko, tak jak było w piosence, modre oczka uśmiechem witały wstające słonko. Kasieńka wstawała prędziutko, a gdy matusia wychodziła do pracy, Kasieńka biegła do lasu, zbierała jagody i grzyby.
Żyły tak sobie w szczęśliwie w małej, ubogiej chatce i bardzo się kochały. Ale szczęście nie zawsze trwa długo.
Za lasem, za borem, mieszkała stara wiedźma, która lubiła psuć ludziom szczęście.
- Nie będziesz ty długo cieszyła się swoją córunią - zachichotała, przyglądając
się z wierzchołka sosny wdowie idącej do pracy.
Gdy razu pewnego Kasieńka zbierała chrust na opał, stara czarownica
zjawiła się przed przerażoną dziewczynką, ogarnęła ja kościstymi ramionami i uniosła daleko, w głąb dużego lasu, do swego domku.
Na noc zamykała Kasię w malutkiej izdebce,
a Iz świcie wyprowadzała ją na dużą łąkę, pełną różnobarwnych kwiatów. Czarownica dała Kasi duży dzban
i kazała zbierać do niego rosę. Rosa z kwiatów zamieniała się w lśniące brylanty, które czarownica co
wieczór kładła do dużej, okutej skrzyni.
Kasieńka bardzo bała się starej wiedźmy. Łąka była olbrzymia,
a wokół rozciągał się las. Na tej łące nie było żywej istoty, rosły tylko kwiaty.
Jednego poranka, gdy jak zwykle zbierała do dzbana rosę z kwiatów,
rozległ się koło niej drżący, cieniutki głosik:
- Umrę, umrę chyba z tęsknoty za moimi skrzypeczkami.
Kasieńka zobaczyła wśród trawy małego świerszczyka.
- Co ci jest, świerszczyku?
- Czarownica zniszczyła moje piękne skrzypce. Porwała na nich struny.
Umrę chyba bez moich skrzypeczek.
Kasieńka usiadła obok.
- Nie płacz. Może coś poradzimy. Popatrz,
mam takie długie włosy, może z nich można zrobić struny do twoich skrzypeczek?
Rozplotła swoje złociste warkocze. Świerszczyk obciął kilka najdłuższych
i najpiękniejszych Kasinych włosów i... o dziwo!
Nowe struny dźwięczały jeszcze piękniej niż te, które zniszczyła czarownica. Świerszczyk przycisnął skrzypeczki do piersi.
- Dziękuję ci, Kasieńko.
Czarownica kazała mi cię pilnować, ale za twoje dobre serduszko pomogę ci uciec. Śpiesz się! Prędko, zanim wróci wiedźma! Biegnij za mną,
a nie zapomnij wziąć dzbana ze sobą! Biegnij za mną! Śpiesz się!
I świerszczyk puścił się przez łąkę dużymi susami tak prędko,
że Kasieńka z ciężkim dzbanem ledwo mogła za nim nadążyć. Długo, długo biegła Kasieńka za zielonym świerszczykiem,
aż tu za nimi dał się słyszeć straszny chichot czarownicy:
- Mam was, nie ujdziecie mi!
Już, już a dosięgną ich kościste ręce wiedźmy.
- Rzuć dzban za siebie - krzyknął przerażony świerszczyk.
Kasieńka rzuciła i czy to czary, czy sen? Między Kasieńką a stara wiedźmą
rozlało się duże jezioro. Wrzasnęła wiedźma, rzuciła się na ziemię i zaczęła pić wodę z jeziora.
Piła, piła, wody w jeziorze ubywało, wiedźma pęczniała coraz bardziej i nagle martwa padła na piasek.
- A Kasieńka? A świerszczyk? - zapytacie.
Kasieńka wróciła do swojej matusi. Czyż można powiedzieć, co to była za radość?
Znów popłynęły im dni w szczęściu i spokoju. I może nikt by się o tej historii nie dowiedział, gdyby nie jezioro,
którego fala do dziś mieni się w słońcu tęczą, jak krople rosy z dzbana starej wiedźmy.
I wiele tych kropel chowa w sobie głębia jeziora, dlatego też nazwano je Wielochowem.
Kształt ma podobny do dzbana. Wieczorem świerszcze nad nim grają zaczarowane melodie, na pewno te same,
które przygrywał niegdyś świerszczyk na złotych strunach z włosów dobrej Kasieńki.
regulamin konkursu wkrótce na stronie MDK w Lidzbarku Warmińskim
|